Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekstraklasa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ekstraklasa. Pokaż wszystkie posty

29 maja 2013

Manifest kibica: Polonia jeszcze nie zginęła


Wielu ludzi Polonii Warszawa życzyło śmierci, dla wielu z dniem dzisiejszym klub o 102-letniej tradycji właśnie przestał istnieć. W mediach pełno informacji o pogrzebie "Czarnych Koszul", o ostatecznym rozstaniu kibiców z klubem na czwartkowym meczu i o tym, że Ireneusz Król jest nagi i Polonię zabił. Nic bardziej mylnego. Polonii został wycięty złośliwy nowotwór, a jego brak być może pozwoli warszawskim kibicom na rehabilitacje klubu i znalezienie sposobu, by za kilka lat powrócić do Ekstraklasy.

Antoni Wołosz z Pucharem Polski/1952
 Wydawać się może, że nad Polonią ciąży pewne fatum od samego zarania dziejów. "Czarne Koszule" były nękane przez różne przeciwności losu: Polonię chciano zniszczyć po II wojnie światowej - kiedy przypięty agrafką na czarnych koszulkach biało-czerwony herb, miał przypominać zarówno im, jak i innym o polskości, solidarności i walce z systemem. Polonię starano się zniszczyć również w latach 50-tych, kiedy w Polsce rósł w siłę komunizm. Choć piłkarze i działacze byli prześladowani przez bezpiekę, jeszcze w 1952 Polonia zdobyła Puchar Polski, lecz to nie uchroniło klubu przed spadkiem do II ligi. 41 lat tułaczki po niższych klasach rozgrywkowych również nie było dla Polonii ciosem ostatecznym. Jak się okazało największą katastrofą dla kibiców Polonii stał się tęgi "biznesmen" z Katowic, który niemalże z uśmiechem na ustach oszukał wszystkich: działaczy, piłkarzy, pracowników klubu, kibiców. "Biznesmen" który jeszcze niedawno zapowiadał walkę o licencję,  rozsyłał wczoraj smsy o treści: "Wolę przeznaczyć pieniądze na głodne dzieci, niż na Polonię".

Król jednak Polonii nie zabił. Ekstraklasa co prawda zniknie z Konwiktorskiej na pewien czas. Piłkarze, którzy tworzyli drużynę rozejdą się do innych klubów - jednak na Polonii wciąż pozostaną kibice, którzy tworzą tę bardzo specyficzną, ale niesamowitą atmosferę i którzy nie pozwolą klubowi na powolny rozpad. W ciągu tych dwóch dni mogliśmy się przekonać jak ważną częścią życia dla niektórych warszawiaków jest Polonia. We wtorek na facebooku "Czarnej Koszuli" (stadionowy pub Polonii) pojawił się wpis, że mecz z Piastem Gliwice może się nie odbyć, bo Ireneusz Król nie zapłacił firmie ochroniarskiej należytych pieniędzy, które jest jej dłużny już od niemal roku. Na fanpejdżu zarządzono zbiórkę pieniędzy dla ochroniarzy, by ostatni mecz w Ekstraklasie na dłuższy czas - mógł odbyć się przy Konwiktorskiej. Do spełnienia tego warunku potrzeba było 6 tys. zł. Kibice Polonii poszli jednak dalej, bo w niecałe 2 dni zostało uzbieranych już ponad 30 tys. zł. Ponadto na czwartkowym meczu z Ekstraklasę ma żegnać komplet widzów - co jednak trzeba przyznać - nie jest na Konwiktorskiej wydarzeniem częstym. 

Dokładnie rok temu sytuacja Polonii była podobna, choć mniej tragiczna w skutkach. Swoje prawdziwe oblicze Ireneusz Król pokazał już na samym początku działalności, gdy zamierzał przenieść siedzibę klubu do Katowic. Wtedy jednak cały plan spalił na panewce, gdyż tylko dzięki formalnym przeciwnościom Król został w Warszawie. Wiele osób ze środowiska kibicowskiego wypomina fanom "Czarnych Koszul", że już wtedy nie sprzeciwili się biznesmenowi i nie założyli nowej drużyny, która mogłaby startować od IV ligi. Takie same krzyki pojawiają się wobec kupna licencji Groclinu na grę w Ekstraklasie, gdy właścicielem klubu był Józef Wojciechowski. Niestety nowoczesny futbol to zwykły biznes. Kibice Polonii mogli się sprzeciwić, jednak to najprawdopodobniej by nic nie dało, a może wywołało jeszcze więcej problemów i podziałów. MZPN nie chciał dopuścić "Nowej Polonii" do IV ligi, jeśli Polonia Króla będzie grała w Ekstraklasie, a przecież "biznesmen" z Katowic i tak postawiłby na swoim, tak jak robi to teraz. Sprzeciw wobec Wojciechowskiego również mógł być skazany na porażkę, choć na pewno nie zmyło to pewnej plamy na kibicowskim honorze u wielu osób. Ta plama jednak, może wkrótce zniknąć.

ksppolonia.pl
Polonii został dziś wycięty nowotwór, choć nie obyło się bez powikłań - Ekstraklasy nie będzie, ale "Czarne Koszule" nie znikają z piłkarskiej mapy Polski. Czy to w B-klasie, czy w IV lidze kibice będą starali się przywrócić klubowi zasłużone miejsce, wśród najlepszych drużyn w Polsce. Swoje kilka minut mają Ci kibice, którzy od dawna czekali na moment, w którym Polonia w sensie 'Ekstraklasowym' przestanie istnieć. Ale Polonia była, jest i będzie - bo pomimo nieprzychylności losu, pomimo kibicowskim podziałom w sprawie licencji, lub sporów światopoglądowych - Polonii tak łatwo zabić się nie da.  Choć wielu w to nie wierzy i w to zwątpiło, Polonia prowadzona na zdrowych zasadach i przy normalnych rządach jeszcze wróci, być może mocniejsza. Dlatego w pełni podpisuję się pod słowami byłego rzecznika Polonii, Jakuba Krupy...

 Polonia? Zaraz wracamy.

30 kwietnia 2013

Od Jędzy do pieniędzy

Kolejny tekst, z którego napisaniem noszę się od pewnego czasu. Na szczęście dla mnie i Podbramkowo, nie aż tak długiego czasu, jak w przypadku tekstu o Obraniaku (kto nie czytał, oto link: http://podbramkowo.blogspot.com/2013/04/obraniak-dosyc.html). 

Chciałbym uderzyć się w pierś. Arturze Jędrzejczyku! Przepraszam. Z całego serca. Przepraszam, że nie wierzyłem.

Może wyjaśnię to emocjonalne wyznanie. Od kiedy Artur Jędrzejczyk, mniej lub więcej, zaczął grać 
w Legii,  uważałem go za bardzo słabego piłkarza. Był niepewny, powolny, ustawiał się nienajlepiej, popełniał błędy. No po prostu nędza. I tak go nazywałem (no dobra, Nędza II,  z szacunku dla Piotra Włodarczyka, noszącego ten sam pseudonim artystyczny). Ile razy oglądałem mecze Legii, pytałem wokoło, albo siebie w duchu – co ten Jędrzejczyk robi w Legii? Moi znajomi świadkiem, przy każdej okazji dyskredytowałem obrońcę stołecznej drużyny.

fot.: sport.interia.pl

Kiedy Jędrzejczyk zaczął grać na prawym skrzydle, zamiast Jakuba Rzeźniczaka, zastanawiałem się,
z czym na rozum zamienił się trener Maciej Skorża. „Przecież Jędrzejczyk może Rzeźniczakowi buty myć”. Nie byłem odosobniony w tym twierdzeniu, bo kojarzę opinie w podobnym tonie wyrażane przez Bohdana Pękackiego, prowadzącego bloga „Marek zostaw, Sokół bij” (serdecznie polecam sympatykom Legii Warszawa. Oto linki: Marek zostaw, Sokół bijMarek zostaw...).

fot.: tvn24.pl
 Kiedy Jan Urban w tym sezonie zaczął wystawiać Jędrzejczyka na środku obrony, pomyślałem sobie, że będą jaja jak, nomen omen, berety... I rzeczywiście, Jędza nawet dał pożywkę mojej opinii podczas meczu z Piastem Gliwice na Pepsi Arenie, kiedy popełnił kardynalny błąd, dający łatwego gola przeciwnikom.
Ale przyznam szczerze, że to była pożywka karmiąca mój coraz bardziej niesprawiedliwy osąd.


fot.: legia.net
Kiedy media zaczęły spekulować,
że zachodnie kluby zainteresowały się obrońcą Legii, stukałem się w czoło. Więcej, chichot przerodził się w głośny śmiech, gdy zainteresowanie włoskiej Genui wyraziło się w rzekomych ofertach rzędu miliona Euro! Pomyślałem sobie, bierzcie go sobie, niech drewno schnie na zachodzie, będzie jak ten włoski cyprys.

fot.: m.onet.pl
Nie potrafię powiedzieć od kiedy dokładnie, ale moja ocena Artura Jędrzejczyka zaczęła się powoli zmieniać. Doszło nawet do tego, że kiedy kontuzja wykluczyła z gry Jakuba Rzeźniczaka i Urban był zmuszony wystawiać Artura na prawej stronie, albo kiedy Jędza dostał żółtą kartkę, która wykluczała go z kolejnego meczu, zastanawiałem się – co teraz będzie? Z meczu na mecz obrońca Legii mężniał w moich oczach, aż urósł w końcu do 189 cm, które ma w rzeczywistości. Patrzę na jego grę z niekłamaną przyjemnością, imponuje mi jego spokój, niezłomność i zaangażowanie.

fot.: sport.wp.pl
Jest nie do przepchnięcia, mądrze się ustawia. Ponadto bardzo dobrze znajduje się w akcjach ofensywnych, nie jest tylko atutem przy stałych fragmentach gry. Jego znakomity występ w drugim półfinałowym meczu Pucharu Polski był tego kwintesencją. Wielki szacunek za tak ogromny postęp. Mam nadzieję, że to trend, który się utrzyma. Dodatkowo wydaje się naprawdę sympatycznym, inteligentnym, trzeźwo i logicznie myślącym chłopakiem (świadczy o tym choćby decyzja o pozostaniu w Legii, zamiast przeć na Zachód, kiedy nie czuł się w pełni na to przygotowany). W obecnej sytuacji zastanawiam się tylko, czy Waldemar Fornalik ma podobny „problem”, który ja miałem – może cały czas widzi tego Jędrzejczyka z zeszłych sezonów?
fot.: sport.wp.pl
Bo nie znam innego, w miarę racjonalnego, wytłumaczenia, dla którego nie powołuje obrońcy Legii do reprezentacji. Jeśli rzeczywiście się na Jędzę obraził, to... nie mam słów. Bo zbyt mało mamy klasowych obrońców i zbyt wątłą defensywę, aby takie fochy strzelać. Dlatego Panie Waldemarze, Sabo sztabie, nie idźcie tą drogą!


A Artur Jędrzejczyk powinien iść nadal drogą, którą obrał i wierzę, że za niedługi czas Legia może spodziewać się za jego transfer naprawdę dobrych i zasłużonych pieniędzy.

P.S. Z kronikarskiego obowiązku podaję również link do profilu Artura Jędrzejczyka na 90 minut.pl. Oczywiście zachęcam do dyskusji i komentarzy!

11 kwietnia 2013

Reforma Ekstraklasy, czyli zabrać bogatym...


Newsy o potencjalnej reformie Ekstraklasy dopływały już od jakiegoś czasu. Mnóstwo pomysłów - tych bardziej radykalnych i tych mniej. Nowy pomysł wydaje mi się nieco ułomny. Uchwała to niezdrowy, patologiczny kompromis, któremu nie wróżę powodzenia. Nawet powodzenia nie życzę...


Nadrzędny cel reformy to zwiększenie liczby kolejek i to na pewno się udało. Trzydzieści kolejek to śmiesznie mało, ale pytanie brzmiało: co zrobić, żeby ilość zwiększyć. Były różne pomysły:

a) Powiększyć ligę do 18 zespołów
b) Zmniejszyć ligę do 12 zespołów
c) Stworzyć rundę play-off

Pierwsza możliwość od razu odpada ze względu na już i tak niski poziom rozgrywek. W I lidze nie ma drużyn, które realnie mogłyby podnieść atrakcyjność ligi jako produktu. Dzisiaj (11.04) na czele zaplecza Ekstraklasy są: Termalica, Flota Świnoujście, Cracovia i Zawisza. Te kluby by awansowały, bo przecież ktoś musi spaść niżej. To byłoby istne samobójstwo, zbliżenie się poziomem ligi do naprawdę ubogich piłkarsko państw w Europie. Byłyby 34 kolejki, ale przecież nie takim kosztem. Kluby dostałyby mniej pieniędzy do podziału, bo mówiąc kolokwialnie - będzie więcej mord do wykarmienia. W lidze byłyby praktycznie same mecze o "pietruszkę". Warunki licencyjne jeszcze by się obniżyły, a to oznaczałoby zdegradowanie realiów do poziomu półamatorskiego.

Druga możliwość to pomniejszenie ligi. Pomysł szalony, ale najlepszy. Poziom rozgrywek większy, więcej spotkań o stawkę, więcej pieniędzy dla klubów. Gdyby to doszło do skutku - kluby rosły by w siłę. Większa konkurencja i 44 kolejki. Utopia niestety. Kluby, które szorują rokrocznie dno tabeli nie zezwolą na zmniejszenie ligi. Wiadomo - Polska duży kraj. Co innego Szkocja czy Austria. Mało kto już raczy zauważyć fakt, że co roku mamy w lidze drużyny, które znacząco odbiegają poziomem od reszty stawki. 2010/2011 - Arka Gdynia, Polonia Bytom i Cracovia, 2011/2012 - ŁKS Łódź i Cracovia. Dążmy do zwiększenia poziomu, bo im więcej dobrych drużyn w lidze, tym więcej atrakcyjnych spotkań i większe pieniądze z tytułu praw telewizyjnych, czyli dochodu, z którego polskie kluby żyją. Dla niektórych klubów spadek to finansowa śmierć. Trudno. Tak to już jest, że słabszy odpada. Zmniejszenie ligi oznacza zaostrzenie warunków licencyjnych i zmuszenie rodzimych klubów do uporządkowania finansów, wybudowanie zaplecza z prawdziwego zdarzenia. 

Podjęto decyzję o play-offach, co nawet nie jest złe. Nie podoba mi się jednak fakt dzielenia punktów i zaokrąglania, co wydaje mi się pomysłem absurdalnym. To jest zwykła kradzież ciężko wywalczonych punktów. Osiem punktów przewagi, z których nagle po trzydziestu kolejkach robi się cztery. Jeśli już chciano play-offy, to bez  dzielenia punktów. Nawet rozstrzyganie walki o mistrzostwo i spadek w systemie pucharowym byłoby bardziej sprawiedliwe. 

Są również pozytywy. Oczywiście więcej spotkań to większe obciążenia. Zawodnik, który będzie próbował sił w Bundeslidze czy Serie A, nie będzie już potrzebował roku na przygotowanie do trudów sezonu. Trenerzy polskich klubów nie będą już się w lecie tłumaczyć, że odpadli, bo Gruzini czy Łotysze mieli już za sobą mecze ligowe. To stało się żelazną wymówką. Przypominam, że jeszcze niedawno Wisła Kraków odpadła w IV rundzie eliminacji Ligi Mistrzów z Apoelem Nikozja. Rozgrywki na Cyprze jeszcze się nie rozpoczęły, a Apoel już świętował awans do Champions League. Zawsze zastanawiał mnie fenomen lata i jesieni. Lech Poznań męczy się z Azerami, odpada ze Spartą Praga, po czym w Lidze Europy wychodzi z grupy z  wielkimi - Manchesterem City, Juventusem Turyn i nieco mniejszym RB Salzburg budowanym za wielkie pieniądze Mateschitza. Jeśli reforma nawet tak niefortunna ma pomóc w awansie, jestem za. Awans do Ligi Mistrzów jest wart każdej ceny.    

05 kwietnia 2013

Reforma Ekstraklasy? Dlaczego nie!

To już jest pewne. Od sezonu 2013/2014 w T-Mobile Ekstraklasie będzie obowiązywała nowa forma rozgrywek. Zmiany o których mówiło się już od kilku miesięcy stały się faktem. W następnym sezonie czeka nas więcej meczów, więcej emocji i między innymi - krótsza przerwa w rozgrywkach, na co często narzekali kibice. Czy Ekstraklasa skorzysta na tej reformie? Jest na to duża szansa.
  


Wiele osób podchodzi do rewolucji w naszej piłce bardzo sceptycznie, z dużym dystansem. Pojawiają się głosy niezadowolenia, że podobna forma rozgrywek już w Polsce miała miejsce lecz się nie przyjęła i jest duża szansa, że tak stanie się i tym razem. Jednak nie jest to do końca prawdą. Wówczas w sezonie 2001/2002 szesnaście zespołów rywalizowało jesienią w dwóch grupach A i B, a po zakończeniu rundy po cztery najlepsze zespoły tworzyły grupę mistrzowską (1-8), natomiast pozostałe walczyły o utrzymanie w lidze (9-16). Mankamentem tamtego systemu Ekstraklasy był fakt, że część klubów nie rozegrała pomiędzy sobą ani jednego meczu, co powodowało wówczas wiele kontrowersji. W systemie przegłosowanym dzisiaj przez Radę nadzorczą Ekstraklasy S.A, wygląda to zdecydowanie inaczej. Runda zasadnicza będzie liczyć - jak dotychczas cały sezon - 30 spotkań, natomiast dopiero później nastąpi podział na grupy: mistrzowską i spadkową. Dorobek wszystkich klubów zostanie podzielony na pół (w przypadku liczb nieparzystych zaokrąglany do góry), a każda z drużyn rozegra 7 dodatkowych spotkań. Zespoły z czterech najwyższych lokat w swoich grupach rozegrają cztery mecze u siebie i trzy na wyjeździe, natomiast w przypadku drużyn zajmujących niższe lokaty - będzie odwrotnie. 

Większa szansa na rozwój

- Nie mogę pogodzić się z tym, że trenerzy czy szefowie niektórych klubów mówią po 18. czy 22. kolejce, że 'są już spokojni, osiągnęli cel i mają zabezpieczony byt w ekstraklasie'. Chcę ligi, w której walczy się w każdym meczu - powiedział prezes zarządu Ekstraklasy SA Bogusław Biszof. I ma w tym dużo racji. Reforma ligi powinna wpłynąć korzystnie szczególnie dobrze na zespoły, które dotychczas walczyły o miejsca w środku tabeli. A przecież takich klubów jest całkiem sporo. W obecnej chwili takich zespołów jest w Ekstraklasie 9. W przypadku nowych zasad, zespoły nadal miałyby dużą motywację do walki o każde trzy punkty.

Reforma to szansa dla wielu młodych zawodników // fot. sport.tvp.pl
Nowa forma ligi to również większa ilość spotkań, co było dużą wadą starego modelu. Tym samym zmniejszy się także przerwa między rozgrywkami, dzięki czemu polskie kluby nie będą już mogły zwalać swoich porażek z "azerbejdżańskimi gigantami" przez brak ogrania w lidze. Sezon najprawdopodobniej ruszy 13 lipca i trwać będzie do 14 grudnia - do tego czasu zostanie rozegranych 21 kolejek ligowych. Przerwa będzie trwać do 15 lutego, a sezon zasadniczy zostanie zakończony 5 kwietnia. Po krótkiej tygodniowej przerwie, w której zostaną rozegrane półfinały Pucharu Polski - rozpocznie się gra o wyższe cele, czyli o mistrzostwo i utrzymanie w lidze. Więcej meczów to także więcej okazji dla młodych zawodników, którzy często będą musieli zastępować w składzie swoich starszych kolegów. W klubach zwiększy się popyt na utalentowanych piłkarzy, a prezesi nie będą inwestować tylko w silną pierwszą 11-stkę. Na tę chwilę pozwala to patrzeć optymistycznie na przyszłość rozwoju młodych talentów i poszerzenia scoutingu, bo jeśli kluby nie skorzystają z tego w takiej sytuacji, to chyba nie zrobią już tego nigdy.

A co z kasą dla klubów za dodatkowe transmisje meczowe? Przewodniczący Rady Nadzorczej Ekstraklasy SA, Maciej Wandzel poinformował w piątek kluby o korzyściach finansowych wynikających z owej reformy. Szacuje się, że dzięki przedłużeniu umowy z Canal+ i dodatkowym spotkaniom w każdym sezonie, kluby zarobią 43 miliony złotych w ciągu dwóch lat. A do tego dochodzą jeszcze przecież korzyści ze sprzedaży biletów i podniesienie marketingowej jakości naszej ligi. Przynajmniej na tę chwilę - na papierze wygląda to wyjątkowo dobrze

Są także minusy

Pomysł reformy nie jest jednak bez wad. Najbardziej sporny wydaje się podział punktów po sezonie zasadniczym. Dlaczego? Choć owy system wspiera kluby o mniejszych aspiracjach lub o mniejszych szansach na wywalczenie tytułu, tak godzi on nieco w kluby, które zajmą najwyższe lokaty po rozegraniu 30 kolejek. Dobrym przykładem może być sytuacja z poprzedniego sezonu kiedy Śląsk Wrocław po ostatnim meczu miał na swoim koncie 56 punktów, natomiast trzecia Legia Warszawa miała tych oczek 53. Po podziale grup mistrz Polski miałby tych punktów 28, natomiast Wojskowi 27. Tym samym różnica pomiędzy tymi klubami stopniałaby "z zasady" z 3, to zaledwie 1 punktu w tabeli. Choć jest to pomysł kontrowersyjny, został on zaakceptowany przez przedstawicieli wszystkich klubów, którzy postawili na większe emocje i atrakcyjność ligi, a odstawili na bok sprawiedliwość punktową przed i po podziale na dane grupy.

Hitowych pojedynków w Ekstraklasie będzie teraz znacznie więcej

Będą kolejne zmiany

Wg. portalu Weszlo.com Ekstraklasa rozważała też inne scenariusze. Była mowa o pomyśle ligi z 18 drużynami, składano również wariant przejścia na system wiosna-jesień. I choć dzisiaj rada nadzorcza E-klasy zdecydowała się na taki, a nie inny projekt przebudowy ligi wiele wskazuje na to, że jest to jeden z pierwszych dużych kroków do tego, by tę ligę zreformować jeszcze raz - już w ostateczny sposób. Podział grupy ma bowiem przede wszystkim wzmocnić kluby uważane za typowe 'przeciętniaki'. To pozwoliłoby na to, by rozwój futbolu dotknął nie tylko Warszawę, Kraków czy Poznań, ale umożliwiłby powstanie nowych ośrodków na piłkarskiej mapie Polski, które włączyłyby się w walkę o najwyższe cele. I do tego chce dążyć Ekstraklasa. W kuluarach mówi się o tym, że liga zostanie powiększona do 18-stu drużyn właśnie wtedy, kiedy będziemy mieć w kraju przynajmniej 24 kluby mocne finansowo, strukturalnie, a także sportowo.


Powyższe rzeczy wskazują na pozytywny wskaźnik - w naszej piłce zaczyna się coś dziać. Bez wątpienia rozszerzenie liczby meczów i podział na grupy uatrakcyjnią ligę i dadzą szansę na rozwój, jaki w Polsce jest oczekiwany przez kibiców. Pamiętajmy, że reforma to także zwiększenie dochodów z transmisji, a także szansa dla młodych zawodników, którzy z pewnością dzięki temu systemowi będą otrzymywali więcej szans na pokazanie się w najlepszej lidze w naszym kraju. Wiadome jest, że nikt nie przepada za zmianami, a już na pewno głębokie zmiany jakie dotkną nasz futbol nie wszystkim przypadną do gustu. Warto jednak patrzeć na ten pomysł z tej strony, że tutaj gorzej już nie będzie, a każde zmiany są szansą dla naszej piłki na rozwój, którego od dawna tutaj brakuje. I choć wszystko wyjdzie w praniu, mamy przynajmniej pewność, że po włożeniu ubrań do tej "pralki" one brudniejsze nie będą już na pewno.

JO

30 marca 2013

Widmo upadku vs. grubość portfela. Przed nami 78. Derby Warszawy

 To będzie dla Nas najważniejszy mecz w sezonie - powiedział na konferencji prasowej Piotr Stokowiec - trener 'Czarnych Koszul' przed zbliżającymi się 78. Derbami Warszawy. Dla Polonii, Wielka Sobota będzie punktem kluczowym w rundzie wiosennej 2012/2013. Dla Legii jest to jedno z wielu spotkań, które po prostu trzeba wygrać, żeby śmiało kroczyć do upragnionego mistrzostwa Polski. Oba kluby wiele różni, oba kluby są w innej sytuacji sportowej i finansowej, oba kluby mają odrębną historię, ale dziś to nie ma znaczenia. Derby rządzą się swoimi prawami, a w szczególności piłkarze z Konwiktorskiej będą chcieli to udowodnić.

Osłabieni, ale gotowi do walki

Tylko dzięki trenerowi Stokowcowi, Polonia jest 3. w tabeli.
 W dzisiejszych derbach Warszawy wszystko przemawia za Legią, a to dobra informacja... dla Piotra Stokowca. "Czarne Koszule" doskonale radzą sobie z drużynami uznawanymi za faworytów danych meczów, czego przykładem może być m.in ostatnie zwycięstwo przy Bułgarskiej, gdzie Polonia wywiozła skromny wynik 1:0. Poloniści wolą grać ostrożnie w defensywie, a gdy tylko nadchodzi okazja, kontratakują, używając do tego przede wszystkim szybkich boków, które tworzy młody duet - Paweł Wszołek i Miłosz Przybecki. W środku pola dominuje Tomasz Hołota, który znakomicie  radzi sobie w destrukcji akcji ofensywnych rywali i często pełni rolę rozgrywającego. Obok niego gra wychowanek "Czarnych Koszul" - Łukasz Piątek. Defensywę tworzy para stoperów Wojciech Szymanek - Igor Morozov, którzy znakomite występy przeplatają słabymi. Na boku występują Adam Pazio i Aleksandr Todorovski. Bramki Polonii będzie dziś strzegł najprawdopodobniej Sebastian Przyrowski i to zła nowina dla kibiców Legii. Choć czasem zdarza mu się wpuszczać słynne 'Przyrosie', to jedno trzeba mu oddać na pewno - w każdym derbowym spotkaniu spisywał się on znakomicie. Słabo jednak wygląda linia ataku, gdyż Polonia musi straszyć walecznym, lecz mało efektywnym Danielem Gołębiewskim lub wypożyczonym Piotrem Grzelczakiem, choć niewykluczone, że Stokowiec postawi na dobrze spisującego się w ME Pawła Tarnowskiego
 Trener Stokowiec nie dysponuje kadrą marzeń, ale jeśli połączymy charakter poszczególnych zawodników i taktyczne warianty sympatycznego szkoleniowca, to możemy otrzymać mieszankę wybuchową. Pytanie tylko, czy akurat na mecz derbowy zostaną dobrane do niej odpowiednie składniki.

Legia silna jak nigdy

Kosecki jest ostatnio w życiowej formie.
Podopieczni Jana Urbana rundę wiosenną rozpoczęli bardzo źle, ale już z kolejki na kolejkę łapią powoli odpowiedni rytm meczowy. W ostatnich dwóch spotkaniach zgarnęli komplet sześciu punktów, wygrywając z Podbeskidziem oraz Górnikiem Zabrze. Szczególnie ten drugi mecz mógł się podobać, bo "Wojskowi" zdominowali rywala i nie dali cienia szans podopiecznym trenera Nawałki. Skład Legii - to jak na polskie warunki - piłkarskie eldorado, gdzie każdy zawodnik nawet rozpoczynający mecz z ławki rezerwowych, może wygrać dane spotkanie. Wydaje się, że w meczu z Polonią najgroźniejszą bronią gości będzie Jakub Kosecki, który w meczach reprezentacji z Ukrainą i San Marino wydawał się jednym z lepszych piłkarzy na boisku, biegających w biało-czerwonym trykocie. W ataku pewne miejsce w składzie miałby Marek Saganowski, jednak nie wiadomo czy zdąży wyleczyć się z grypy. Jan Urban jednak nie ma o co się martwić - zastąpić go mogą przecież Wladimer Dwaliszwili czy Daniel Ljuboja. Miejsce środkowego ofensywnego pomocnika należy do Miroslava Radovicia i to on będzie dogrywał piłki do wysuniętego napastnika, bądź schodzących do środka skrzydłowych. W środku obrony zobaczymy najpewniej Michała Żewłakowa i Inakiego Astiza, natomiast na boku defensywy zagrać mogą Bartosz Bereszyński i Jakub Wawrzyniak. Na bramce pewniak w składzie Legii, czyli Słowak Dusan Kuciak. Gdyby na boisku grały nazwiska, Polonia raczej nie miałaby czego szukać.

Powroty na stare śmieci

Dodatkowym smaczkiem dzisiejszego meczu derbowego są czterej zawodnicy, którzy zakładali niegdyś na siebie koszulki z polonijnym herbem. W Wielką Sobotę na Konwiktorskiej w barwach odwiecznego rywala mogą wystąpić Tomasz Jodłowiec, Michał Żewłakow, Tomasz Brzyski oraz Dwaliszwili. O ile postacie defensorów nie elektryzują tak kibiców, o tyle niemiłego przywitania ze strony fanów Polonii spodziewać powinni się "Brzytwa" oraz gruziński napastnik. Obaj bowiem w przerwie zimowej przeprowadzili się o kilkanaście kilometrów i zamienili Konwiktorską na stadion lokalnego rywala. Nie jest jednak powiedziane, że panowie wystąpią w jutrzejszym meczu od pierwszej minuty, bo póki co w ekipie Jana Urbana grają oni drugie skrzypce. Jeśli jednak wybiegną na murawę, będą musieli przyjąć na siebie kilka tysięcy gwizdów z trybun. O ile Dwaliszwili zapowiedział już, że w przypadku strzelenia bramki nie zamierza eksponować swojej radości, o tyle Tomasz Brzyski z presją kibiców radzi sobie po prostu źle, dlatego ewentualny występ "Brzytwy" w jutrzejszym meczu, może okazać się piłkarską wpadką.

Dwaliszwili zamienił zimą Polonię na Legię.

Twierdza przy Konwiktorskiej

Jeśli chodzi o statystyki derbowe, to wbrew pozorom więcej zwycięstw na koncie ma właśnie Polonia. "Czarne Koszule" wygrywały z "Wojskowymi" 29 razy, natomiast Legia schodziła z boiska zwycięsko w 28 przypadkach. Jeśli Legia zdobyłaby jutro 3 punkty, to wyrównałaby tym samym liczbę zwycięstw w bezpośrednich pojedynkach między klubami. Legia ma za to lepszy bilans bramkowy we wszystkich spotkaniach, w którym  prowadzi 125 do 120. Warto jednak zaznaczyć, że w ostatnim czasie stadion przy ul. Konwiktorskiej to istna "derbowa" forteca. Legia nie potrafi zwyciężyć z "Czarnymi Koszulami" na wyjeździe od niemalże 6 lat, a największą porażkę "Wojskowi" ponieśli w 2010 roku, kiedy to zostali rozbici 3:0. Czy jutro uda się przełamać czarną serię Legionistów?

Zwycięstwo w derbach dla obydwu klubów jest ważne, ale z zupełnie innych powodów. Legia chce udowodnić swoją wyższość nad lokalnym rywalem i tym samym powiększyć przewagę w tabeli nad goniącym ją Lechem Poznań. Polonia chce z kolei pokazać, że na Konwiktorskiej nie powiedziano jeszcze ostatniego słowa, a wygrywając z Legią piłkarze mogą zainteresować swoją osobą nowych pracodawców. Być może wywalczą istnienie dla Polonii, która fatalnie zarządzana przez Ireneusza Króla, stoi na krawędzi upadłości. Niewątpliwie, Polonia jak i Legia to kluby zasłużone i ważne na piłkarskiej mapie Polski. Dzieli je praktycznie wszystko, jednak dziś to nie będzie miało znaczenia.  Choć Legia walczy o mistrza i grę w europejskich pucharach, a nad "Czarnymi Koszulami" ponownie zebrały się ciemne chmury - to derby rządzą się swoimi prawami. I mam nadzieję, że właśnie dlatego ujrzymy dziś na boisku derby w pełnym tego słowa znaczeniu.

JO



07 marca 2013

Marko Cetkovic powraca niczym australijski bumerang!


Raz wpuszczony do naszej ekstraklasy zagraniczny piłkarski meteor, pozostaje w niej na kilka lat. Bez względu na prezentowane umiejętności lub wysokość zarobków. Po prostu zostaje i już!

GKS Bełchatów sprowadził Mouhamadou Traore z Pogoni Szczecin, Górnik Zabrze da kolejną szansę Ireneuszowi Jeleniowi, Tomaszowi Zahorskiemu oraz Grzegorzowi Boninowi, a Legia Warszawa sprawdzi w warunkach bojowych Tomasza Jodłowca. Prawdziwym transferowym "kitem" jest jednak wypożyczenie przez Podbeskidzie pięciokrotnego reprezentanta Czarnogóry, 26-letniego Marko Cetkovicia.

Urodzony w Titogradzie ofensywny (podobno) zawodnik drugiej linii był kiedyś lansowany jako wielki bałkański talent. Było w tym trochę prawdy, ponieważ Cetkovic w bardzo młodym wieku przedarł się do podstawowego składu FK Mladost i prezentował się tam całkiem nieźle. W wieku 19-lat trafił do Zety Golubovici. Serbia i Czarnogóra rok później zostały rozdzielone, a Marko nadal miał ważny kontrakt z FK Zeta (klubem czarnogórskim). Już w pierwszym sezonie istnienia nowej ligi, Zeta   zdobyła tytuł mistrzowski. Cetkovic wystąpił w 29 meczach swojej drużyny i strzelił aż osiem bramek. Jesienią mierzący 170 cm. wzrostu pomocnik po raz kolejny zmienił klub. Jego nowym pracodawcą został legendarny FK Partizan Belgrad. Czarnogórzec kosztował 300 tysięcy euro.

Cetkovic miał podbić świat, ale skończyło się na 6. występach. Na Partizan był najwidoczniej za słaby (przed czasami finansowego kryzysu Partizan mógł sobie pozwolić na ściąganie prawie wszystkich najbardziej utalentowanych bałkańskich zawodników). Niemniej do CV mógł dopisać sobie dwa kolejne sukcesy. Marko został bowiem zdobywcą Mistrzostwa Serbii 2007/8 oraz Pucharu Serbii. Zasmakował wielkiego futbolu, ale musiał wycofać się na z góry upatrzone pozycje.

Syn marnotrawny powrócił do ojczyzny i związał się z klubem FK Mogren. W Czarnogórze od razu odnalazł swoje miejsce. W Mogren spędził trzy sezony, podczas których dwa razy został mistrzem  kraju. Zdobywał gole, asystował, rozdawał autografy. Był wielką lokalną gwiazdą. Postanowił jednak po raz kolejny spróbować swoich sił w silnej lidze zagranicznej. Trafiło na naszą ekstraklasę.

Nie wiadomo, kto dokładnie wpadł na pomysł ściągnięcia Cetkovicia do Jagiellonii Białystok. Jesteśmy jednak przekonani, że Czarnogórzec został przez klub z Podlasia wybrany drogą losowania. Podpisano z nim kontrakt obowiązujący do końca sezonu 2013/14. Miał w naszej lidze czarować umiejętnościami technicznymi, a tymczasem stał się pośmiewiskiem. Gwiazda Mogren została ekstraklasowym cieniasem. Jednym z wielu dobrze opłacanych cieniasów. Bilans Marko w sezonie 2011/12? 19 spotkań, 0 bramek i tylko 2 asysty. 


"Messi z Czarnogóry" został wyczajony prawdopodobnie w internecie. Na youtube co drugi reklamowany piłkarz Messim (filmy wstawiają przeważnie menadżerowie zawodników lub ich rodzina). Niestety Leo jest tylko jeden i reprezentuje barwy klubu FC Barcelona.


Jak przystało na Messiego, Marko Cetkovic rzuca wyzwanie samemu Realowi Madryt! 


Z reprezentantem Czarnogóry trzeba było coś zrobić. W Jagiellonii nikt usługami Cetkovicia zainteresowany nie był i wysłano go do klubu o nazwie Buriram United. Filigranowy pomocnik  spędził w Tajlandii jesień 2012 i zdobył Puchar oraz Puchar Ligi. W 11 spotkaniach ustrzelił tam jedną bramkę. Jak grał? Tego nie wiemy - niestety nie oglądamy ligi tajskiej. Przypuszczamy, że nie zachwycał. 

Cetkovic powraca niczym australijski bumerang. Bohater naszego tekstu nie osiadł na stałe w Tajlandii, nie zamienił się w Robinsona Crusoe i nie osiadł na jednej z tysiąca małych wysp. Nie powrócił też do Czarnogóry. Wolał wrócić do Polski! Reprezentant Czarnogóry ma nadal ważny kontrakt z Jagiellonią i postanowił wycisnąć sok z naszych owoców do końca. Nie przesunięto go do Młodej Ekstraklasy tylko dlatego, że... wypożyczyło go Podbeskidzie. Prawdopodobnie ma tam zastąpić Ireneusza Jelenia.

Na chwilę obecną zastępowanie Jelenia wychodzi byłemu zawodnikowi Partizana całkiem nieźle (prezentuje się równie beznadziejnie). Nie przeszkadza swoim kolegom z drużyny, stara się nie przeszkadzać przeciwnikom. Po prostu gdzieś tam na boisku przebywa. Jest zwykłym, "szarym" ligowcem. Cetkovic wystąpił już w dwóch wiosennych spotkaniach Podbeskidzia. Ekstraklasy nie podbija, ale... cały czas jest w niej obecny. Obecny będzie prawdopodobnie również i w przyszłym sezonie, ponieważ jego kontrakt z Jagiellonią jest ważny do końca rundy wiosennej sezonu 2013/14. Jeśli więc Podbeskidzie nie będzie zainteresowane przedłużeniem wypożyczenia (raczej nie będzie) lub wykupieniem (pomysł wręcz samobójczy) filigranowego pomocnika, to Czarnogórzec powróci do Białegostoku. 



Film promocyjny przeznaczony dla działaczy z Polski. Przekaz? Kupcie Messiego z Czarnogóry - nie pożałujecie i oszczędzicie na scoutingu!






M.W.

04 marca 2013

"Piłkarze to są w Lidze Mistrzów, a Ekstraklasie grają co najwyżej zawodnicy."

  Witamy w krainie T-Mobile Ekstraklasy. W Polskiej lidze zawodnikiem może zostać każdy - największy drewniak, gość z dwiema lewymi nogami, czy zwykły chłopiec, który niemiłosiernie był szykanowany przez swoich kolegów z klasy za to, że w przerwie bawił się z dziewczynkami, a nie biegał z brygadą naśladując Stalone'a z filmu "Rocky". Jednym słowem: chcesz pograć w najlepszej lidze w Polsce, zarabiać fantastyczne pieniądze i co nocy bawić się w nocnych klubach - wystarczy, że nie masz zbyt dużego mięśnia piwnego, a fajnie by było, jakbyś miał w CV jakiś zagraniczny klub, lub grę w reprezentacji. Niezależnie jakiej.

Fałdy Murasia. Metafora naszej piłki
    Piszę tak, bo sezon 2012/2013 jest kolejnym absurdem w historii naszej ligi. Po raz kolejny żadna drużyna nie chce wygrać tytułu Mistrza Polski! Legia - remisuje z najśmieszniejszym w lidze Bełchatowem; Górnik przegrywa na własnym terenie z Jagiellonią, gdzie najgroźniejszym zawodnikiem na boisku jest 17-letni Adam Dźwigała; Śląsk Wrocław w słabym terminie (Niedziela, 17:00) ledwo remisuje z Koroną; Lech Poznań przegrywa z chudą do szpiku kości Polonią Warszawa. "Czarne Koszule" jako jedyny klub z czołówki sięgnęły w ten weekend po trzy punkty. Tak. Ta sama Polonia, z której zimą uciekło 7 podstawowych piłkarzy! Klub w którym najlepiej zarabiający zawodnik, byłby w płacowym "bagnie" na Bułgarskiej. Z kolei na Łazienkowskiej postrachem Kuciaka był Kamil Wacławczyk, a w środku pola nie dominował zarabiający 100 tys. zł miesięcznie Ivica Vrdoljak, lecz jego boiskowe vis-à-vis - Patryk Rachwał (prawdopodobnie około 5-10 tys. zł miesięcznie). Świat się wali? Nie, w tej lidze - to po prostu standard.

    Tytułem moich krótkich poniedziałkowych rozważań, nie mogło być nic innego, jak słynne powiedzenie Ekstraklasowego walczaka - Daniela Gołębiewskiego z Polonii Warszawa. "Piłkarze to są w Lidze Mistrzów, a Ekstraklasie grają co najwyżej zawodnicy". Cholera, Daniel - chapeau bas!  Gdy czasami czytam o tym, że Tomasz Jodłowiec jest najlepszym obrońcą w Ekstraklasie, a młody talent Szymon Pawłowski (27 lat) powinien za chwilę wkręcać w ziemię piłkarzy Bundesligi, to naprawdę zaczynam się zastanawiać w jakim kierunku zmierza nasza rodzima liga.. Wracając jednak do samego Gołębiewskiego - mam wielki szacunek dla tego piłkarza. Gdy jako młody zawodnik, Daniel przechodził do Polonii z Bugu Wyszków (wtedy WOSIR Wyszków), każdy kto widział "Dyzia" w akcji śmiał się do rozpuku. Daniel miał wielkie problemy z techniką na tle swoich wyszkolonych kolegów, nie mówiąc już o strzałach na bramkę czy dryblingu. Ale nie można było mu odmówić jednego - walki od pierwszego, do ostatniego gwizdka. I dziś polska Ekstraklasa zweryfikowała. Z wicemistrzowskiego składu juniorskiego Polonii Warszawa ostał się właściwie tylko Cezary Wilk i właśnie Daniel Gołębiewski. I ten przykład ewidentnie nam pokazuje: może i nie jesteś wirtuozem, może nie zawsze trafisz czysto w piłkę, może czasem plączesz się o własne nogi - ale jeśli walczysz i biegasz - to w Ekstraklasie na pewno zostaniesz solidnym graczem.
Daniel Gołębiewski od tej rundy jest kapitanem Polonii. Zasłużenie.

   Gwoli zakończenia. Jakie umiejętności powinien posiadać młody zawodnik, by zawojować Naszą Ekstraklasę? Dobra kondycja - to przyda się na pewno. Fajnie by było, jeśli taki piłkarz zawodnik by miał całkiem dobre przyspieszenie i robił tak minimum 5 rajdów na jedno spotkanie. Na solidnego gracza te cechy już wystarczą. W tej chwili mamy już  "wymodelowanego" Tomasza Jodłowca, Mateusza Klicha i Rafała Boguskiego. Jak dodamy do tych cech jeszcze ambicje i jedną dowolną cechę, to zdobędziemy profil topowego gracza T-ME. Więcej nie potrzeba. Bardzo przykre, ale jakże prawdziwe. Ale co poradzić, kiedy w naszej lidze niemalże emerytowany Serb zarabia 8 tys. euro za strzelenie bramki, a gwiazdą czołowego zespołu zostaje Fin, który w swojej karierze jeszcze niczego specjalnego nie osiągnął. T-Mobile Ekstraklasa jest już daleko za murzynami. Wiem tylko jedno - na polskich boiskach już nic mnie nie zdziwi. Jak napisałem na Facebookowym profilu "Podbramkowo" - w tej lidze o mistrzostwie powinien decydować jeden rzut kostką. Ale jak powiedział jeden z naszych czytelników - ale przecież wtedy Legia i Lech miałyby szansę na tytuł. A jak spojrzę na ostatnie wyniki - chyba same by tego nie chciały.




JO

08 lutego 2013

Król jest nagi. Polonia rozbrojona - czy przetrwa wojne?

A jednak stało się. Ireneusz Król nie dotrzymał swojej obietnicy i nie udało mu się doprowadzić pieniędzy na konta swoich podopiecznych do 6 lutego. Piłkarze się spakowali i czym prędzej wylecieli do Warszawy, by dziś z szatni odebrać swoje rzeczy i skontaktować się z mecenas Wantuch. Od 7.02.2013 Władimir Dwaliszwili, Đorđe Čotra, Adam Kokoszka, Aleksandr Todorovski i Łukasz Piątek nie są już do dyspozycji Piotra Stokowca. Co się stanie z drużyną młodego trenera, która grała bardzo atrakcyjny futbol?

    Mimo wszystko warto podkreślić, że Król kompletnie "nagi" nie jest, lecz dysponuje funduszami jedynie dla drużyny o całkiem niskich płacach, jak na T-Mobile Ekstraklase. I choć bez wątpienia byli to piłkarze o dobrych, lub znakomitych umiejętnościach - to patrząc na wysokość ich kontraktów, które podpisali jeszcze za Józefa Wojciechowskiego, można było się lekko zdziwić. Jednak "Czarne Koszule" zostały osłabione i to bardzo odczuwalny sposób. Co teraz? Bez wątpienia sztab szkoleniowy Polonii Warszawa został położony w niezwykle trudnej sytuacji, ale nie oznacza to z kolei, że będzie dysponował jedną z gorszych kadr w Ekstraklasie. Śmiemy twierdzić, że rudowłosy szkoleniowiec "Czarnych Koszul" gdzieś w głowie miał już przygotowany plan B i teraz zapewne wprowadzi go w życie. Przyjrzymy się wobec tego zawodnikom, którzy Stokowcowi pozostali i którzy mogliby wzmocnić zespół Polonii przed nadchodzącymi rozgrywkami.



Bramkarze

    To bez wątpienia najmocniejsza pozycja w zespole "Czarnych Koszul" i taka, o której sile kibice warszawskiego klubu są spokojni. Na pierwszego bramkarza wyrasta Sebastian Przyrowski - zawodnik, który już w rundzie jesiennej rozpoczął mecze na ławce, jednak wyrwał miejsce w 11-stce popełniającemu błędy Mariuszowi Pawełkowi. W sparingach "Przyroś" wydawał się dosyć pewny, nie raz ratując zespół Polonii od utraty bramki, choćby w sytuacjach sam na sam. Co ciekawe, ostatnio... strzelił nawet bramkę z rzutu karnego i przełamał fatalną passę - 8 niestrzelonych goli z tego stałego fragmentu gry. Drugim na tę pozycję, jest wcześniej wspomniany Mariusz Pawełek. Były golkiper Wisły Kraków nie jest jednak bez szans. Przyrowski dostał bowiem pozwolenie na szukanie sobie nowego klubu. W takim przypadku, to Pawełek zostałby numerem "1" w bramce Polonii. Wątpliwe jest jednak, by "Przyroś" chciałby już opuścić "Czarne Koszule". Najpewniej, zrobi to dopiero przed następnym sezonem. Trzecie miejsce w składzie, bedzie miał na pewno Michał Olczak - zaledwie 16-letni golkiper z Młodej Ekstraklasy. Dominik Budzyński zostanie wypożyczony do Stomilu Olsztyn, gdzie będzie mógł szlifować swoją formę, przed nadchodzącym sezonem w Polonii.

Obrońcy

    Tutaj jest zdecydowanie gorzej. Z zespołu odeszło praktycznie trzech podstawowych zawodników i na pewno ciężko będzie załatać tak wielką dziurę. Lewa obrona będzie zdecydowanie należała do Adama Pazio, który jest obecnie wielką nadzieją i melodią przyszłości dla reprezentacji Polski na tę pozycję. Środek obrony będzie pewnie obstawiony przez doświadczonego wychowanka Polonii - Wojciecha Szymanka, któremu partnerować będą nowo zakontraktowani Igor Morozov lub Martin Baran. Który z nich wywalczy miejsce w pierwszej 11-stce? Raczej ten drugi, gdyż w sparingach wyglądał nadspodziewanie pewnie - Morozov z kolei musi jeszcze zdobyć nieco tkanki mięśniowej. Największy problem, to obstawienie prawej obrony. Tutaj Aleksandr Todorovski nigdy nie miał dobrego zmiennika i ta pozycja będzie piętą achillesową "Czarnych Koszul". Stokowiec w tej chwili nie ma innej alternatywy niż postawienie na Jakuba Tosika, który z podkulonym ogonem powrócił ostatnio z Karpat Lwów. Nie jest to piłkarz klasowy, jednak póki co pozwoli Polonii zachować miejsce w środku tabeli. Problem będzie dopiero wtedy, gdy któryś z obrońców dozna kontuzji. Alternatyw na tę chwilę - praktycznie brak.

Pomocnicy

   W tej formacji, sytuacja wyglądałaby na całkiem komfortową w obecnej chwili, jednak taka nie jest - z powodu kontuzji. W zespole przez jeszcze kilka miesięcy będą się leczyć Dmitrije Injac (wrzesień 2013), Jimmy Yahiya (kwiecień 2013) i do tego dochodzi jeszcze nieprzewidywalny Jacek Kiełb, u którego w każdej chwili można spodziewać się jakiegoś urazu. Przy odejściu z klubu Łukasza Piątka i kontuzji dwóch defensywnych pomocników, bardzo krucho jest w środku pomocy. Zdrowy praktycznie jest jedynie Tomasz Hołota, który uchodzi za jednego z lepszych środkowych pomocników młodego pokolenia w Ekstraklasie. Kto zatem będzie mu partnerował? Teoretycznie na defensywną pomoc można przesunąć M. Barana. Możliwe jest także sprowadzenie Daniela Ciacha, któremu parę dni przed obozem podziękował Stokowiec. Być może teraz w obecnej sytuacji, zawodnik otrzyma angaż na Konwiktorkskiej. Gdzieś tam do pierwszej drużyny puka jeszcze Borys Rusak, ale jest szansa, że zostanie on wypożyczony do innego zespołu. Szkoleniowiec "Czarnych Koszul" mógłby też zrezygnować z drugiego środkowego i grać ofensywnym pomocnikiem. Tutaj grać może choćby Jacek Kiełb czy zakontraktowany Litwin - Vytautas Luksa, który bardzo dobrze spisywał się w ostatnich meczach kontrolnych. Z kolei całkiem mocno obstawione są Polonijne skrzydła. Tutaj wciąż Polonia ma reprezentanta Polski - Pawła Wszołka, który na pewno będzie wciąż grał pierwsze skrzypce w zespole Stokowca. Młody zawodnik w tej rundzie wiosennej musi wykazać się z jak najlepszej strony, by w lecie otrzymać oferty z solidnych europejskich klubów. Wygląda na to, że drugim zawodnikiem na skrzydle będzie młody i utalentowany Miłosz Przybecki. Do tego w kadrze Polonii zostanie najprawdopodobniej Krzysztof Kopciński, zawodnik Znicza Pruszków. Jeśli Stokowcowi uda się załatać środek pomocy, to druga formacja Polonii nie będzie wyglądać tak tragicznie, a wręcz - nadal będzie wyróżniać się na tle połowy drużyn w T-Mobile Ekstraklasie.

Napastnicy

    Odejście Dwaliszwilego to najgorsze, co Polonię mogło spotkać. "Lado" był wyróżniającym się zawodnikiem na polskich boiskach i strata tego piłkarza jest wielkim osłabieniem. Dodatkowo jedynym postrachem dla obrońców będzie reprezentant Polski - Łukasz Teodorczyk, który na całe nieszczęście klubu z Konwiktorskiej, ma już podpisany kontrakt z Lechem Poznań. "Teo" na dobrą sprawę strzelać nie musi, bo angaż w innym zespole ma już załatwiony - oczywiście tylko wtedy, jeśli i jemu Król płacić nie będzie. Jednak wciąż młodemu zawodnikowi gdzieś w głowie chodzi po głowie gra z orzełkiem na piersi i jest szansa, że będzie strzelał, żeby wciąż być w kręgu zainteresowań Waldemara Fornalika. Drugim napastnikiem jest Daniel Gołębiewski. Co do jego umiejętności można mieć pewne zastrzeżenia, ale jednego odmówić mu nie można. "Dyziek" to jeden z tych piłkarzy, którym na Polonii faktycznie zależy. Jest z klubem zżyty i zawsze gdy pojawia się na boisku, biega i walczy o każdy kawałek boiska. Pytanie, czy to wystarczy, by podbijać boiska Ekstraklasy... Drugim problemem jest brak rezerwowego w drużynie Stokowca. Teoretycznie w kadrze są Mateusz Gliński i Mateusz Michalski - ale to chyba mimo wszystko nadal nie ten poziom. 

    Dzisiaj z rana pojawiła się odpowiedź prezesa "Czarnych Koszul", na wczorajsze rewelacje. Król chce by zawodnicy wrócili na zgrupowanie, bo pieniądze przecież przesłał. Twierdzi także, że np. Dwaliszwili już dawno otrzymał pieniądze i nie ma pojęcia skąd taka decyzja tego napastnika z Gruzji. Cała ta szopka będzie najprawdopodobniej trwała przez najbliższy tydzień. Możliwości są dwie: nastraszony Król prześle w końcu zaległe pieniądze, a zawodnicy dokończą ten sezon w Polonii - po czym w lecie poszukają nowego klubu. Dzięki temu Polonia zarobi i będzie miała fundusze na transfery łatające dziure. Druga opcja - mniej korzystna dla "Czarnych Koszul" - to ostateczny bunt piłkarzy i rozwiązanie kontraktów, z winy klubu. W tym przypadku Polonia nie zarobi ani grosza, a Król i tak będzie zobowiązany do spłaty zaległych pieniędzy. Mecenas Wantuch straszy także odebraniem licencji, zakazem transferowym... ale to chyba należy włożyć między bajki. Jeśli Król podstawiony pod ścianą spłaci pieniądze (a raczej tak będzie) to najprawdopodobniej w najgorszym wypadku, skończy się tylko na rozwiązaniu kontraktów.











Aktualizacja 12.02.2013
 Zespół opuścił już Sebastian Przyrowski, który miałby podpisać kontrakt z Cracovią Kraków. Do Turcji natomiast przylecieli kolejni testowani. Są to napastnicy Uroš Đerić oraz Paweł Tarnowski, a także defensywny pomocnik Igor Jugović. Nie są to piłkarze wysokiej półki, ale do obecnego składu "Czarnych Koszul" być może się sprawdzą. Wszystko okaże się w swoim czasie...





     Kadra Piotra Stokowca nie wygląda najgorzej, aczkolwiek z takim składem Polonia nie utrzyma wysoko zajmowanego miejsca. Z tymi zawodnikami klub zakończy pewnie rozgrywki na mniej więcej 7-9 miejscu, co i tak będzie nie lada wyczynem, ze strony sztabu szkoleniowego. Nie znaczy to jednak, że nad "Czarnymi Koszulami" nie zbierają się czarne chmury. Otóż już w lecie, zespół opuści kilku następnych zawodników, z racji kończących się kontraktów. Co będzie wtedy? Czy Król nadal będzie dobrodziejem Polonii, czy jednak w Warszawie znajdzie się inny inwestor? Tego nie wiemy. Ireneuszowi Królowi za to, w dedykacji przesyłamy taką piękną piosenkę, w wykonaniu Ireny Kwiatkowskiej. Pasuje jak ulał!

Ps. Zapraszamy do udziału w konkursie "Wygraj książkę na Podbramkowo"! Do wygrania biografie Mourinho, Guardioli i Kloppa. Jesteście zainteresowani? Kliknijcie TUTAJ ;)

J.O

07 lutego 2013

Belek niszczy każdego. W poszukiwaniu ziemi obiecanej.


Belek to zdecydowanie najpopularniejsze miejsce zimowych zgrupowań naszych ligowców oraz reprezentacji Polski. To piękne miasteczko położone w tureckiej prowincji Antalaya (zatem jeśli ktoś powie że jedzie Antalyi, to na 99% udaje się właśnie do Belek).

Wydaje się, że prekursorem wyjazdów sportowych do Belek był... Polski Związek Piłki Nożnej. Malownicza miejscowość położona u podnóża gór Taurus po raz pierwszy gościła nasze "orły" w roku 2007. Od tamtego czasu zmieniają się selekcjonerzy i kadrowicze, ale miejsce wyjazdów zmianie nie ulega nigdy (z wyjątkiem wyjazdu na "prestiżowy" turniej Puchar Króla Tajlandii w 2010 roku). Wszyscy tym legendarnym Belek są zachwyceni, ale... nie przekłada się to na formę sportową. Każdy mówi "jedziemy szlifować formę do Belek", ale forma do końca nie jest oszlifowana.

Tutaj zakwaterowana była kadra Polski podczas ostatniego zgrupowania w Belek.


Miejscowość Belek zaskakująco szybko zyskała nowych fanów. Każdy chce zasmakować lokalnych uroków i od niedawna co roku udaje się tam kilka(naście) polskich drużyn. 

Polonia Warszawa była tam wiosną 2012 roku, a w 2013 roku pojawiła się tam ponownie. Wisła Kraków do Belek wiosną 2013 pojedzie aż... dwukrotnie. Do Belek w najbliższą sobotę uda się także drużyna Podbeskidzia Bielsko-Biała. W Belek przygotowywać się będą do rundy wiosennej także zawodnicy Pogoni Szczecin, w pobliżu zakwaterują się zawodnicy Górnika Zabrze i Zagłębia Lubin. W zeszłym roku było podobnie. Co więcej, w lutym 2012 w Antalayi zjawili się nawet piłkarze... II-ligowej Drutex Bytovii Bytów (w czasie podróży samolotowych czołowy piłkarz tej drużyny oraz trener bramkarzy upili się i zostali dwukrotnie wyproszeni z pokładu). Do Belek ostatnio udał się także klub SSV Jahn Regensburg prowadzony przez... Franciszka Smudę.

Jagiellonia Białystok, Ruch Chorzów oraz Lechii Gdańsk (w 2010 i 2012 roku byli w Belek) jadą do miejscowości Side. Inne warunki? To zmyła! Side leży 45 kilometrów na wschód od Belek, to bliźniacza miejscówka.

Nie będę wspominał o pozostałych wyjazdach polskich drużyn do Belek i okolic, ponieważ nie da się tych zgrupowań policzyć na palcach całego tuzina rąk. Do Turcji w dzisiejszych czasach jedzie prawie każdy, z pobytu na tamtejszych zgrupowaniach szczęśliwi są wszyscy. Efektu sportowego.... raczej nie widać (często jest to regres).

Prawie wszystkie drużyny po powrocie z Belek spisują się gorzej, niż po jakimkolwiek innym zgrupowaniu. Wszystkie rekordy pobiła chyba reprezentacja Polski, która po wypadach do Belek oklep zbiera regularnie. W lidze najczęściej rządzą ci, którzy do Turcji nie jadą. Na czym polega fenomen Turcji i dlaczego nie polecam tej miejscówki?

Czy lubicie jeździć do Mielna, Dębek, Karwi, Jastrzębiej Góry, Juraty, Sopotu lub Władysławowa? Można się tam doskonale bawić. Gwarantują to doskonale rozwinięte Beach-bary, fajne plaże i mnóstwo klubów. Są imprezy, słońce, dziewczyny, picie do rana i cudowna atmosfera lenistwa. Mnóstwo eventów, koncertów - nie można się nudzić. Jest zabawa! Czy jasno, czy ciemno...



A gdybyście zarządzali klubem piłkarskim? Czy byście zaplanowali swojej drużynie zgrupowanie w Mielnie? Albo w Sopocie? Pewnie teraz się uśmiechnęliście, ale... Belek to takie właśnie Mielno. Tureckie. 

Belek i Antalyia to bardzo popularne adresy dostępne w ofertach wielu polskich i zagranicznych biur turystycznych. Chcesz pojechać na leniuchowanie albo imprezowanie? (a może i to i to). W hotelu o wysokim standardzie? W dobrej cenie? Zapraszamy do Belek, gdzie atrakcji jest sporo. Hotelowych dyskotek też. 

To właśnie z turystyki i grubych imprez słynie Belek. W pobliżu dominuje tylko jeden sport - i nie jest to piłka nożna. To golf. W 2012 obył się tam Turkish Airlines World Golf Final. Golfistów z całego świata w tamten rejon przyciągają liczne hotele cztero i pięciogwiazdkowe oraz możliwość zabawy w centrum tureckiej turystyki. 

Wymagający przybysze mogą wstąpić na przedstawienie wystawiane w zabytkowym teatrze Aspendos, który może pomieścić 15 tysięcy osób. Taki troche odpowiednik stadionu piłkarskiego. Mniej wymagający wczasowicze zazwyczaj ograniczają się do hotelowych rozrywek. Całkiem atrakcyjnych.



Piłka nożna? Infrastruktura sportowa? Na pewno kilka boisk tam jest (w końcu łatwiej zrobić boisko do "piły", niż wysokiej klasy pole golfowe), ale Belek zdecydowanie nie jest miastem nastawionym na futbol i nigdy takim nie będzie. Ciężko tam o jakieś duże kompleksy sportowe, mega atrakcyjne zaplecze lub coś extra. Przy tylu rozrywkach, mało kto myśli o sporcie. A zbędne kilogramy zdecydowanie łatwiej jest zrzucić na parkiecie. 

Dlatego to właśnie nie tureckie minsterstwo sportu inwestuje i promuje Belek. Głównym zainteresowanym rozwojem tej przepięknej miejscowości jest... Tureckie Ministerstwo Turystyki. Belek jest dla niego prawdziwym oczkiem w głowie i powodem do dumy. Jeśli chodzi o roczną liczbę przebywających golfistów, to więcej ich odwiedza chyba tylko portugalskie Al-Gharb Algarve. A i to może się zmienić przy pomocy bogatego mecenasa.

Dlaczego polskie kluby i reprezentacja naszego kraju notorycznie udają się na zgrupowania do wybitnie turystycznego kurortu (a potem osiągają beznadziejne wyniki)? Dlaczego 95% liczących się na świecie drużyn się tam nie udaje i osiąga lepsze wyniki? Dlaczego Jahn Regensburg w pierwszym ligowym meczu po zgrupowaniu w Belek przegrał 1:5 (najwyższa porażka tego klubu w sezonie) ? Odpowiedzi nasuwają się same. Jeśli zajmujecie się planowaniem zgrupowań dla klubów piłkarskich - raczej poszukajcie sobie jakiegoś innego miejsca. Nie twierdzę, że wszyscy piłkarze imprezują i bawią się do rana. Do Belek nie polecam jechać z powodów czysto profilaktycznych. W końcu gra w piłkę jest pracą piłkarzy, a do turystycznego kurortu nie jedzie się na wczasy.


Zeszłoroczny plan wyjazdu do Belek zespołu Drutex Bytovia Bytów.






Zapraszamy do udziału w konkursie Podbramkowo. Link do wydarzenia dostępny jest TUTAJ. Można wygrać ciekawą książkę!

15 stycznia 2013

"Festina lente", Wszołek zostaje w Polonii.

   Paweł Wszołek jedzie na zgrupowanie Polonii Warszawa do Cetniewa i nie przejdzie w tym okienku transferowym do Hannoveru 96. I dla Jego kariery to najlepszy wybór! Śmieszą mnie ludzie, którzy zaraz zarzucają mu, że przestraszył się poważnej piłki, czy że jest to mamisynek, bo słucha się w tej kwestii swoich rodziców. Ludzie, którzy tak mówią nie mają pojęcia w ogóle o sprawie, a My teraz ją Wam czytelnikom przedstawimy.

    Pierwsze doniesienia o transferze pojawiły się dość nagle - tydzień temu. Wszystkie media od razu przedstawiły sytuację jasno - Paweł Wszołek już podpisał kontrakt z Hannoverem 96 i następnego dnia wyleci na zgrupowanie do swojego nowego zespołu. I była to pierwsza błędna informacja. Młody piłkarz Polonii Warszawa w tych samych godzinach, w których pojawiła się informacja - sam dopiero dowiedział się o możliwości transferu. Na decyzję dostał... niecałe 20 godzin do namysłu. 20 godzin. Jeśli Wy drodzy czytelnicy macie dobrą wyobraźnię, to postawcie się na miejscu tego 20-letniego chłopaka: kilkanaście godzin namysłu ma decydować o tym, jak potoczy się całe Wasze życie. W takiej ciężkiej sytuacji Wszołka postawił jego menadżer - Jarosław Kołakowski, który w mediach jest znany jako poważany człowiek, jednak w środowisku piłkarskim nie ma najlepszej opinii.

    To jednak nie wszystko. Kołakowski zafundował sobie dość wysokie wynagrodzenie za transfer Pawła - przy czym samemu zainteresowanemu zawodnikowi - wynegocjował słabe zarobki, jak na warunki Bundesligi. Wszołek oburzony takim postępowaniem postanowił, że w Polonii zostanie i nie przyjmie oferty Hannoveru. Nie wsiadł do samolotu, którym miał lecieć, a w mediach pojawiła się od razu informacja, że Wszołek stchórzył - prym w tym zdecydowanie wiodło Weszlo.com, które bez zastanowienia zjechało młodego zawodnika. Paweł  następnego dnia, udzielił takiej wypowiedzi dla "Przeglądu Sportowego":

- Jestem gotowy na to, by wyjechać z Polski. Podobała mi się perspektywa gry w Hannoverze. Byłem bardzo zainteresowany tym transferem. Bo kto by nie chciał wyjechać do czołowej ligi świata i grać w drużynie uczestniczącej w europejskich pucharach? Wszystko zostało jednak źle przeprowadzone. Nawet nie miałem czasu na to, by się zastanowić, odnieść do czegokolwiek. Nikt nie liczył się z moim zdaniem.

    Jak napisał m.in Igol.pl, zawodnik Polonii stał się zwykłą usługą, przedmiotem w jakiejś transakcji, w której on nie miał żadnego udziału. Pazerny Kołakowski wywierał  na Pawle presje nawet na dziedzińcu klubu, w którym miał się spotkać z przedstawicielami Polonii, ale ten zdania nie zmienił. Jednak saga transferowa nie miała jeszcze końca. Oto do Warszawy zdecydował się polecieć Joerg Schmadtke, dyrektor sportowy Hannoveru, który zabrał ze sobą Edwarda Kowalczuka - trenera odpowiedzialnego za przygotowanie fizyczne w niemieckim klubie. Te oto osoby przedstawiły Pawłowi Wszołkowi ofertę 3,5 letniego kontraktu i dali mu czas do namysłu do dnia jutrzejszego. Zawodnik Polonii wbrew medialnym doniesieniom niczego nie podpisywał, ani nie składał słownych deklaracji. Paweł Wszołek powiedział, że się zastanowi. O transferze jednak znowu zaczęły trąbić media, jako o fakcie dokonanym. Weszlo.com dało artykuł z Arturem Sobiechem, który stwierdził, że raczej Pawła przekonał. Dziennikarze z innych stron to podchwycili i tak oto stworzyła się nowa historia transferu Wszołka do Hannoveru.

    Tym czasem, przed chwilą pojawiła sie informacja, że Paweł Wszołek zdecydował się zostać w Polonii na rundę jesienną i jutro dołączy do zawodników "Czarnych Koszul" na zgrupowaniu w Cetniewie. Czy to jego ostateczna decyzja? Czy to kolejna kaczka dziennikarska wygenerowana przez Przegląd Sportowy? Tego nie wiadomo. Wiem jednak, że ten transfer to ani sprawa dziennikarzy Przeglądu, ani panów z Weszlo, którzy ostatnio go tylko krytykują. Runda wiosenna w Bundeslidze zaczyna się za 2 DNI. Hannover swoje zgrupowanie praktycznie już skończył. Co by się stało z Wszołkiem, gdyby dołączył do gotowego zespołu do startu? Przypomnijmy - że Polonia swoje zgrupowanie zaczęła dopiero teraz, więc Paweł jest gotowy do gry być może na jakieś 30%. Pomijając to, że najpierw musiałby przekonać trenera niemieckiego klubu, potem wskoczyć do pierwszego składu, do tego dochodzi aklimatyzacja, nauka przynajmniej najłatwiejszych zwrotów piłkarskich, poznanie swoich kolegów, a potem stylu ich gry... ludzie kochani - na to potrzeba czasu, a nie kilku dni! I jeszcze ta presja, związana z wielkimi oczekiwaniami... Transfer w tej chwili, byłby dla Wszołka zgubny i najprawdopodobniej podzieliłby on los Klicha czy Świerczoka.

Wszołek i Lewandowski podczas meczu z Anglią / fot. Grzegorz Rutkowski, igol.pl


    Jakie jest Nasze zdanie? Cała ta sytuacja jest rozegrana przede wszystkim źle od strony medialnej. Dziennikarze nakręcili tę sytuację, a teraz sami starają się swój bełkot oczyszczać z "zarzutów" niekompetencji. Paweł Wszołek ma prawo zrobić tak, jak mu się tylko będzie podobało. Jeśli wg niego, transfer do Hannoveru jest złym krokiem, to ma pełnie praw, by taką ofertę odrzucić. Bo to jego sprawa i jego kariera. Tym bardziej, że ponoć jego drugi menago Czarek Kucharski, ma już przygotowaną dla niego ciekawą ofertę w lecie... Cóż. Pożyjemy, zobaczymy. My Wszołkowi życzymy wszystkiego najlepszego - to dobry piłkarz i jeden z lepszych zawodników młodej generacji w Polsce. Dlatego najlepiej dla swojej przyszłości - niech robi to, co uważa za najlepsze.

JO

*fot. 1 i 2 - Zbigniew Luchciński